„Kasę wydrzemy ci z pyska!”

Wytrzepiemy z ciebie te pieniądze” albo „g….o nas obchodzi, skąd weźmiesz kasę, może być spod latarni, do końca tygodnia ma być gotówka” – to tylko nieliczne przykłady „porozumienia” stosowanego przez firmę windykacyjną, która przez jakiś czas nękała panią Rentę spłacającą dług męża. – Nie była to duża kwota, zdecydowanie gorsze były kontakty z tymi ludźmi. Nigdy w życiu żadnego kredytu. Nigdy! – zarzeka się kobieta.

Wizyta muskularnych, łysych i często wytatuowanych windykatorów w domu dłużnika, wysyłanie widokówek z dwuznacznymi wiadomościami wraz z numerem kontaktowym, telefony w środku nocy, do sąsiadów, zakładów pracy, wyzwiska na portalach społecznościowych – to kolejne „działania” z listy sumiennego windykatora. Do tego dochodzi wywieranie presji, zastraszanie licytacją majątku, doniesieniami do prokuratury, nierzetelne informowanie o niespłaconym długu lub zawyżanie wartości zobowiązania. I choć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta takim praktykom mówi zdecydowane „nie” i nakłada kary, to nierzadko dochodzi do łamania prawa.
– Wydaje się, że dochodzi do tego częściej niż kiedyś, ale może wynika to z faktu, że rynek wierzytelności w Polsce wciąż „pączkuje”. Banki i firmy telekomunikacyjne sprzedają coraz więcej pakietów wierzytelności, a wartość rynku obrotu wierzytelnościami w kraju w sposób istotny wzrasta – mówi radca prawny Adam Soswa z kancelarii prawnej w Szczecinie zajmującej się m.in. antywindykacją. Przyznaje jednak, że rynek nieco się uspokoił po nałożeniu przez UOKiK wysokich kar na kilka dużych firm windykacyjnych.

Na szczęście wiele firm przestrzega kodeksu postępowania w relacjach windykator – dłużnik i z reguły dąży do polubownego rozwiązania problemu. Zawsze jednak znajdą się tacy, którzy działają na granicy prawa lub po prostu je łamią. Na szczęście te ostatnie przypadki nie są normą.
– Windykatorom często puszczają nerwy i mówią za dużo, a dłużnicy często wystraszeni lub nieświadomi, że mogą to zgłosić jako zniesławienie, obrazę lub zastraszanie, po prostu nic z tym nie robią. Należy jednak pamiętać, że rozmowy są nagrywane, więc dłużnik może zaskarżyć pracownika windykacji. Czasami również dochodzi do łamania tajemnicy bankowej, co również można zgłosić – podpowiada doradca prawny Centrum Ochrony Dłużnika z Krakowa.
Co na to same firmy windykacyjne? Nic. Nie chcą, nie mają czasu albo po prostu milczą. Zapytane o komentarz nie chciały podjąć tego tematu.
Windykatorzy z siłowni
– Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam dwóch łysych facetów, którzy zapytali o męża, struchlałam ze strachu. A gdy powiedzieli, że przyszli po dług, jedyne co przyszło mi do głowy, to myśl, że to mafia – opowiada pani Renata. Dopiero po chwili zorientowała się, że to windykatorzy. Chodziło o niewielki kredyt w jakimś parabanku na remont łazienki, który jakiś czas temu wziął jej mąż. Pół roku temu zginął w wypadku. Ona została z dwuletnią Zuzią i ledwo wiązała koniec z końcem. Na spłatę po prostu nie miała pieniędzy. Pisała do parabanku, prosiła o odroczenie terminu. Na próżno. Nikt nie reagował. Myślała, że uda się jej szybko znaleźć pracę, odda pieniądze i będzie po problemie. Nie było.
– Gdy po raz drugi pojawili się w drzwiach nie przebierali w słowach. – Usłyszałam, że g…o ich obchodzi, skąd wezmę kasę, mogę iść zarabiać pod latarnię, a gotówka za kilka dni musi być. Krzyczeli, że wytrzepią ze mnie te pieniądze i wszyscy w kamienicy dowiedzą się, że jestem złodziejką. Na odchodne usłyszałam: „kasę i tak wydrzemy ci z pyska!” – opowiada kobieta.

Stałam jak wryta, bałam się odezwać, córka płakała, a ja myślałam, że za chwilę wyjmą spod kurtki jakiś kij bejsbolowy i połamią mi nogi albo ręce. To był największy horror w moim życiu – wyznaje. Po tej wizycie postawiła całą rodzinę, sąsiadów i znajomych na głowie. Pożyczyła od kogo tylko mogła, nawet po 200, 300 złotych. Sprzedała telewizor, komputer, rower, nawet swoją komórkę i uzbierała 5 tys. zł. Tyle wynosił dług. Wpłaciła wszystko. I obiecała sobie, że nigdy nie pożyczy w żadnym banku, parabanku czy gdziekolwiek indziej ani złotówki.Pożyczasz, to oddaj!
– Skoro ktoś wziął kredyt i nie spłaca, to jak nazwać takie zachowanie? Kradzież? Wyłudzenie? – pyta Marcin z jednej z większych firm windykacyjnych, szczycąc się bardzo dobrymi wskaźnikami ściągalności. – Nie jesteśmy hienami, ani sępami. Współczuję tym, którzy zostali z długami nie ze swojej winy, ale większość dłużników to ludzie, którzy pożyczają i wcale nie zamierzają oddać, a windykatorów szczują psami, śmiejąc się z progu domu. Z takimi też musimy ostro – podkreśla, nie konkretyzując jednak tego pojęcia.
Co w sytuacji, gdy rozmowy prowadzone są w cztery oczy lub nie są nagrywane? – Nagrywać samemu – radzi Mikołaj, były pracownik firmy windykacyjnej. Wyznaje, że sam przez dwa lata ściągał długi. – Zmieniłem pracę, gdy jeden z klientów chciał popełnić samobójstwo. Wiedziałem, że sam w jakiś sposób przyłożyłem do tego rękę – opowiada i zapewnia, że nigdy więcej nie podejmie pracy w windykacji. – Szkolenia, które przeszedłem nauczyły mnie, jak „rozmawiać” z ludźmi, co mówić, by uznali dług i płacili, kiedy nagrywać rozmowę, a kiedy nie. Najlepszy sposób na zatwardziałych dłużników to wysłać do nich napakowanych windykatorów, którzy wiedzieli już, co im powiedzieć, by szybko spłacili zobowiązanie. Rzadko kto się postawił i rzadko kto poskarżył – opowiada.

Co może windykator?

Jak przyznaje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, firma windykacyjna nie ma specjalnych uprawnień. Nie może działać jak policja, sąd czy komornik. Jej kompetencje ograniczają się do doprowadzenia ugody z dłużnikiem. Firma działająca w imieniu wierzyciela nie ma większych uprawnień niż on sam. W ostateczności, gdy wszystkie działania i próby porozumienia spełzną na niczym, firma ściągająca należności może skierować sprawę do sądu o zapłatę, a po otrzymaniu tytułu wykonawczego, skierować wniosek egzekucyjny do komornika.

Czego nie może windykator? Wejść do domu dłużnika, zająć jego rzeczy, szacować majątku, straszyć prokuraturą, sądem, aresztem. Nie może rozmawiać o zadłużeniu z osobami trzecimi – sąsiadami, kolegami, pracodawcą – naruszyłby wówczas tajemnicę bankową. A to jest przestępstwo. Nie wolno mu wysyłać faksów, listów do zakładu pracy, wprowadzać dłużnika w błąd, ani nachodzić go w miejscu pracy.

Te firmy, które nie respektowały zakazów musiały liczyć się z konsekwencjami. UOKiK nałożył na nie wysokie kary, niektóre sięgały nawet 500 tys. zł. Urząd przyznaje, że windykatorzy, działając niezgodnie z prawem liczą na nieznajomość prawa przez dłużnika. Radzi więc, by w wypadku naruszenia przez windykację norm prawa niezwłocznie zawiadomić policję lub bezpośrednio prokuraturę, składając doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Można także zgłosić reklamację w firmie windykacyjnej, żądając zaprzestania bezprawnych praktyk oraz złożyć doniesienie do UOKiK.

Dłużnik może również oświadczyć windykatorowi, że kwestionuje dług i nie zamierza go spłacać, do czasu, gdy zostanie potwierdzony prawomocnym wyrokiem sądu. Może także oświadczyć, że nie chce żadnych negocjacji i kontaktów z firmą windykacyjną. Nie ma obowiązku uzasadniania takiej decyzji.

Zastraszani i nękani dłużnicy mogą także skorzystać z pomocy firm antywidykacyjnych. – Dłużnik też ma swoje prawa – podkreśla radca prawny Adam Soswa. – Paleta działań kancelarii w takiej sytuacja jest bardzo szeroka, np. wniesienie środka odwoławczego, sprzeciw, apelacja, zażalenie, wniosek o przywrócenie terminu, tam, gdzie można taki środek wnieść, nie wyłączając nawet sytuacji, gdy działa już komornik – wylicza. Do tego dochodzi reprezentowanie przed sądem i negocjacje z wierzycielem, celem uzyskania ugody.

„Sposób” na przedawniony dług

Termin przedawnienia wynosi 10 lat lub 3 lata w zależności od zobowiązań. Tymczasem zdarza się, że firmy próbują go odzyskać nawet wtedy, gdy jest już niewymagalny. Różnymi metodami. Jak w takim przypadku powinien zachować się dłużnik? – Nie powinien reagować na pisma, telefony, smsy, a w szczególności nie powinien podpisywać żadnych „ugód” czy „porozumień o spłacie” z firmami windykacyjnymi. Jeśli natomiast otrzyma nakaz zapłaty z sądu, powinien w terminie 14 dni od dnia doręczenia wnieść sprzeciw lub zarzuty od takiego nakazu – instruuje radca prawny Sebastian Domański, prowadzący Kancelarię Prawną w Legnicy. – Firmy windykacyjne starają się nakłaniać do podpisania rozmaitych ugód i porozumień, bowiem ich podpisanie przerywa bieg przedawnienia dochodzonych roszczeń i stanowi w istocie uznanie przedawnionego, a wręcz spornego co do zasady długu – wyjaśnia.

Firmy i kancelarie zajmujące się antywindykacją bardzo często spotykają się z przypadkami, że windykatorzy dochodzą przedawnionych roszczeń przed sądem celowo podając błędny adres dłużnika. Gdy ten bowiem dwukrotnie nie podejmie przesyłki poleconej, jest ona uznawana jako doręczona i sąd wydaje wówczas nakaz zapłaty, a dłużnik jest zobowiązany dług zapłacić. Czy można coś z tym zrobić? Owszem. – Należy wykazać, że nie przebywał na stałe pod adresem wskazanym przez firmę windykacyjną w momencie prób doręczenia nakazu – instruuje legnicki prawnik.
Broń na namolnego windykatora Stalking. – Zgodnie z kodeksem karnym uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej może stanowić przestępstwo. W skrajnych przypadkach można mówić o takim przestępstwie ze strony nadgorliwych windykatorów – wyjaśnia Adam Soswa.

Pracownicy Centrum Ochrony Dłużnika co prawda nie spotkali się z przypadkiem oskarżenia windykatora przez dłużnika, ale przyznają, że często, gdy klient użyje takiego argumentu w stosunku do windykatora, kończy się na oficjalnych przeprosinach.

Radca prawny Soswa zaznacza jednak, że problem z firmą windykacyjną sam się nie rozwiąże. Uważa, że wymaga to czujności ze strony dłużnika i w razie potrzeby podjęcia różnych czynności, np. sprzeciwu od nakazu zapłaty. Uzyskanie fachowej pomocy, również bezpłatnej nie jest trudne. – Świadomość prawna obywateli, jakkolwiek ciągle na niskim poziomie, jednakże stale wzrasta. Nie bójmy się sądu, on też jest dla ludzi, nie tylko dla firm windykacyjnych i banków – reasumuje.